Kalendarium

18-21.05.2017 · Targi Książki

25-28.09.2017 · Labelexpo Europe

25-28.09.2017 · Pakfood

10-12.10.2017 · World Publishing Expo

18-20.11.2017 · Viscom Düsseldorf

Branża poligraficzna po kryzysie

Data publikacji: wrzesień 2010

 

Za sprawą tegorocznych targów Ipex, po wielu miesiącach finansowej niepogody, wywołanej globalnym kryzysem ekonomicznym, nareszcie „przejaśniło się” w branży poligraficznej. Zbyt rzadko mówi się teraz o tym, że załamanie gospodarcze nie miało wyłącznie złego wpływu na poligrafię. Mamy obecnie do czynienia z totalną zmianą struktury biznesu, zwłaszcza w ujęciu europejskim. Heidelberg, manroland i KBA cieszą się z poziomu zleceń, który znów osiągnął wysoki pułap.

 
Tekst: Izabela E. Kwiatkowska
 

Branżowe kredo ukute podczas targów Ipex wyraża umiarkowany entuzjazm: „Znów robimy interesy. Po osiągnięciu dna, wypływamy na powierzchnię”. Heidelberg przyznaje się do sprzedaży ok. 900 zespołów drukujących, manroland podaje liczbę 250, a KBA nie ogłosiła tym razem żadnych wyników. Widać, że dmucha na zimne, mając jeszcze w pamięci doświadczenia z targów drupa, kiedy to niedługo po ogłoszeniu olbrzymiego sukcesu wyniki trzeba było jednak zrewidować. Firma z Würzburga wskazuje chętniej na aktualne dane kwartalne, które przemawiają konkretniejszym językiem: 39-procentowy wzrost w porównaniu z poprzednim rokiem, a zakład w Radebeul wraca do normalnego trybu pracy. To pozytywne sygnały, a sam Helge Hansen, prezes KBA, już podczas targów Ipex stwierdził, że dzięki odpowiednio wcześnie przeprowadzonej restrukturyzacji dla jego firmy kryzys się skończył.

Podobnym głosem przemawia manroland, który skoncentrował swoją produkcję maszyn arkuszowych w jednym zakładzie w Offenbach. Dzięki „zastrzykowi finansowemu” rzędu 240 mln euro, udzielonego przez Allianz Capital pod koniec zeszłego roku, firma wyszła na prostą bez długów (choć oficjalnie nigdy nie potwierdziła otrzymania tego wsparcia).

W przypadku „branżowego prymusa”, jakim jest Heidelberg, również możemy mówić o pozytywnej sytuacji. Mimo, że firma boleśnie odczuwa ok. 85 mln euro odsetek od kwoty 850 mln euro pomocy państwowej, biznes ma się lepiej. Redukcja zatrudnienia będzie postępować (kolejne uzgodnienia tej kwestii z radą pracowniczą miały miejsce w lipcu), a wzrost kapitału o ok. 420 mln euro ma pozwolić na zmniejszenie długów o połowę. Przyniesie to w dalszej kolejności likwidacje i zwiększenie kapitału własnego. Dzięki tym krokom, wysokie odsetki, których obecnie wymagają banki, powinny ulec obniżeniu.

 

Gdzie dobija się targu?

Przede wszystkim na dobrze prosperujących rynkach Azji, Ameryki Południowej i części Europy Wschodniej. Ma to odbicie w wynikach sprzedaży osiągniętych podczas targów Ipex. Wprawdzie w przypadku Heidelberga wśród targowych klientów dominowała Wielka Brytania, ale w tym gronie znalazły się również Indie i Chiny. Manroland nie udzielił nam dokładniejszych informacji na temat swoich wyników, ale można przypuszczać, że struktura zamówień rozkłada się pod względem regionów podobnie jak u Heidelberga. Dla KBA najwięcej zleceń napłynęło ze Środkowego Wschodu, Turcji, Rosji, Chin i Indii. Wśród zamówień z Europy widać spore rozproszenie geograficzne, a uwagę zwraca niska pozycja południowej części kontynentu.

Z takiego punktu widzenia, studium „The Future of Global Printing to 2012” organizacji PIRA wydaje się mówić prawdę. Autorzy analizy prognozują, że sprzedaż arkuszowych maszyn drukujących na rynku chińskim wzrośnie o 33 proc. W Niemczech i Stanach Zjednoczonych zapowiadany jest spadek o 18,2 proc. W ujęciu globalnym, sprzedaż maszyn arkuszowych ma zmniejszyć się o 9,8 proc., z kolei maszyny do druku z roli dotknie „niż” rzędu 10,7 proc. Opracowanie podaje, że ogólna sprzedaż maszyn drukujących spadnie o 1 proc. Publikacja PIRA została wydana z końcem 2007 roku. Niektóre z opisanych w niej zjawisk uległy wzmocnieniu przez kryzys ekonomiczny.

Producenci maszyn drukujących szukają więc swojego szczęścia na nowych rynkach, czemu towarzyszy prawdziwa „atmosfera przełomu”. „W perspektywie kolejnych 4-5 lat kraje rozwijające się będą generowały ponad 50 proc. całych obrotów w branży” – twierdzi prezes Heidelberga. Już teraz udział państw przechodzących dynamiczny wzrost gospodarczy stanowi 42,5 proc. Jednocześnie, będziemy świadkami dramatycznych sytuacji finansowych na zindustrializowanych rynkach Stanów Zjednoczonych i Europy. Pełna rekompensata za „chude lata” nie jest możliwa, ale branża jednomyślnie stwierdza, że sprzedaż maszyn drukujących ustabilizuje się na poziomie 75-80 proc. stanu z rekordowego roku 2007, a więc osiągnie wartość 4,5-5 mld euro.

W nowych regionach (BRIC i Next Eleven) sprzedaje się wprawdzie coraz więcej maszyn drukujących, ale nie są to urządzenia zaawansowane technologicznie, przez co i tańsze. Dla porównania, w krajach uprzemysłowionych jest popyt na maszyny z wyższej półki (naturalnie droższe), co sprawia, że wyniki sprzedaży są tutaj niższe. Nie było więc błędem ze strony Heidelberga podęcie decyzji o otwarciu własnej produkcji w Chinach. Stamtąd firma będzie zaopatrywała cały rynek azjatycki w okrojone portfolio Speedmasterów. Chińczycy „zadowolili się” już prostszymi modelami, obecnymi na rynku obok maszyn produkcji krajowej. Ale co jeśli wzrośnie zapotrzebowanie na maszyny z wyższej półki? Nadal będą produkowane w Niemczech, czy też cały „kram” przeniesie się do Azji? Jak postąpią KBA i manroland w obliczu rosnącej liczby zleceń napływających z nowych rynków, kiedy będą musiały poradzić sobie z przypuszczalnie wysokimi cłami importowymi?

Obok zwiększania swojej operatywności w rozwijających się ekonomicznie regionach, producenci szukają zysków także w poszerzaniu swojej oferty. Na znaczeniu nabiera segment substratów, w który Heidelberg planuje wejść pod koniec roku, zawierając odpowiednie umowy partnerskie.

 
Co słychać w Europie?

Stary Kontynent cierpi na specyficzną przypadłość: brak rozwoju. Za wyjątkiem kilku krajów Europy Wschodniej, gospodarki krajowe stoją przed olbrzymim wyzwaniem. Przez dziesięciolecia przeżywaliśmy rozkwit, teraz zadłużenie państwa rośnie, zapowiada się kolejne reformy i oszczędności.

Podobnie jak firmy zmuszone są przeprowadzić restrukturyzację, tak i państwo stoi przed koniecznością gruntownych zmian w ramach swoich kompetencji. Polityczny establishment zmaga się obecnie z tymi problemami. Faktem jest, że musimy nauczyć się żyć w (gospodarczej) wspólnocie, która się nie rozwija. Co robić, gdy nie ma postępu? Na to pytanie musimy sobie dzisiaj odpowiedzieć i dotyczy to również branży poligraficznej. To zupełnie inny kryzys, który tylko pogłębi finansowa recesja.

Taka sytuacja wpędziła branżę poligraficzną w tarapaty. Rynek nacechowany jest nadmierną zdolnością produkcji, bezwzględną konkurencją oraz olbrzymią presją cen. Od roku sytuacja ulega pogorszeniu przez rosnące ceny papieru i materiałów. Dla przykładu, Flint Group zapowiedział ostatnio podwyżkę cen na farby UV dla offsetu arkuszowego o 6 proc., na lakiery UV o 7-15 proc. i na lakiery dyspersyjne o 6 proc.

Dostawcy druku i mediów – którzy chcą przetrwać i przetrwają – w tych trudnych czasach własnymi siłami (o ile mają ich jeszcze trochę) zaczynają automatyzować swoją produkcję. „Odchudzanie” procesów stało się ogólną dewizą, a stare urządzenia zastępuje się bardziej produktywnymi systemami. Prawdziwymi mistrzami są tak zwane „drukarnie internetowe”, nieustannie inwestujące w swój sukces. To oni zarobią prawdziwe pieniądze.

Specjalizacja w branży poligraficznej jest warunkiem koniecznym, podobnie jak zmiana sposobu myślenia. Kto odrobił swoją techniczną „pracę domową”, może na nowo pozycjonować swoją firmę. Niekoniecznie na poziomie parku maszynowego, ale podejścia do klienta i tego, co chce mu zaoferować.

 

W Polsce jeszcze wiele do nadrobienia

Podobny obraz przedstawia polski rynek druku. Spośród wcześniejszych 1200 drukarni działa obecnie zaledwie 550-600, z czego ok. 100 drukuje w formacie B3. Kryzys nie przeszedł w Polsce bez śladu. Mimo tego, że tak wiele drukarni zniknęło z rynku, branża zmaga się z nadprodukcją i przez to również z olbrzymią presją cenową.

« poprzedni   |   następny » « wróć

Komentarz miesiąca

Kodak stawia na inkjet

Kodak stawia na inkjet

Kodak podjął strategiczną decyzję pozostania w biznesie inkjetowym i niesprzedawania jednak tego działu. Decyzja zapadła po szczegółowej analizie modelu biznesowego w strukturach firmy i po rozmowach z potencjalnymi kupcami. „Biznes maszyn Prosper wzrósł o 40 procent dzięki sprzedaży materiałów eksploatacyjnych, co wzmocniło biznes inkjetowy, a to wpłynęło na podjęcie decyzji”, mówi Jeff Clarke, chief executive officer z Kodaka.

Reklama

Ankieta

Czy poligrafia ma już kryzys za sobą?

Jest zdecydowanie lepiej
Ciągle jest ciężko
Najgorsze jeszcze przed nami
W ogóle nie doświadczyliśmy kryzysu

Ogłoszenia

Stanowisko:
Region:
zobaczy wszystkie oferty