Kalendarium

25-29.09.2018 · Polagra-Tech

1.10.2018 · Art of Color

1-4.10.2018 · Taropak, Poznań

1-4.10.2018 · 4PrintWeek, Poznań

Z nosem w czasopiśmie. Zapach druku a nasze zdrowie.

Jako czytelnicy znamy takie sytuacje z własnego doświadczenia: kupujemy w kiosku najświeższy numer naszego ulubionego pisma. Wygląda bardzo atrakcyjnie i mamy ochotę od razu je otworzyć, ale jeden szczegół przykuwa naszą uwagę – magazyn pachnie dosyć osobliwie i intensywnie. Możliwe, że w tym momencie zastanawiamy się, czy przypadkiem ten zapach nie zaszkodzi naszemu zdrowiu. Birgit Aurela, naukowiec, uspokaja: nie mamy się czym martwić!

 

Tekst: Tuovi Similä

 

Aurela pracuje w KCL, światowej organizacji badawczej dla przemysłu papierniczego i celulozowego. Do jej klientów należą zarówno przedsiębiorstwa związane z przemysłem leśnym, jak i dostawcy farb drukarskich, czy producenci opakowań na żywność. Badaczka specjalizuje się w testach sensorycznych sprawdzających poziom bezpieczeństwa papierów i tuszy pod kątem oddziaływania chemicznego. Tematem jej pracy dyplomowej było bezpieczeństwo chemiczne w odniesieniu do opakowań stosowanych w przemyśle spożywczym. Prowadzone przez KCL innowacyjne badania sensoryczne mają za cel analizę zapachu produktów wykonanych z papieru i kartonu. „Wyniki, uzyskane na podstawie testu sensorycznego są tak samo rzetelne i niezawodne, jak rezultaty otrzymane po przeprowadzeniu analizy chemicznej produktu” – wyjaśnia Aurela. Pierwotnie, KCL opracowało metodę sensoryczną, aby móc stwierdzić, czy badane opakowanie na środki żywności nie emituje zapachu szkodliwego dla zdrowia konsumenta lub wpływającego na jakość zawartości. Precyzyjność tej metody pozwoliła na zastosowanie jej przy badaniu innych aplikacji drukowanych.

Kalibracja nosa
Ile osób potrzebnych jest do przetestowania danego zapachu i stwierdzenia, czy jest zbyt intensywny, czy też całkowicie do przyjęcia? „Średnio dziesięć” – odpowiada Aurela. – „Jednak nie każdy nadaje się do uczestnictwa w badaniu, dlatego musimy stawiać uczestnikom bardzo wysokie wymagania”. Badaczka doskonale wie, o czym mówi, sama bowiem została odsunięta od aktywnego uczestnictwa w testach: „Moje wyniki były dużo gorsze niż pozostałych osób biorących udział w badaniu. Próbowałam dostosować się do poziomu innych, ale nie udało się” – kontynuuje. Z tego względu, uczestnicy testów mogą zostać poddani „kalibracji”, czyli specjalnemu treningowi zmysłu powonienia, aby dostarczane przez nich dane na temat zapachów były jak najbardziej rzetelne.

Zapach mokrego psa
Badanie stopnia intensywności zapachów i ich migracyjności wydaje się prostym zadaniem, ale w rzeczywistości jest to bardziej skomplikowany proces. Każdy uczestnik badania otrzymuje probówkę z konkretną ilością kawałków papieru wyprodukowanego w określony sposób – przygotowanie próbek definiują specjalne normy unijne. Następnie każda z osób ocenia intensywność zapachu, korzystając ze skali od 0 do 4, przy czym 0 oznacza całkowitą bezwonność, a 4 – bardzo intensywną woń.

„Jednak intensywność zapachu niewiele powie nam o tym, czy jest on przyjemny, czy też nie” – kontynuuje Aurela. – „Aby to stwierdzić, osoby biorące udział w badaniu muszą określić zapach, z którym mają do czynienia i opisać go, stwierdzając na przykład, że jest to won mokrego psa, dymu, potu lub sadzy.”
Niezwykle ważna przy przeprowadzaniu testu jest przypadkowa kolejność badanych próbek. Jeśli pierwsza próbka pachnie bardzo intensywnie, osoba zajmująca się jej badaniem może mieć problemy z określeniem woni, jaką wydziela zawartość kolejnych probówek – nos przyzwyczaja się do zapachów i wytępia się zmysł powonienia.
KCL prowadzi badania wyłącznie na próbkach wydrukowanych na jednej z wielu maszyn drukujących, które ma w swoim wyposażeniu. Istotne jest, aby podłoże było możliwie bezwonne, dopiero wtedy badanie farb użytych w druku może przynieść wymierne efekty. „Jeśli średnia ocena zespołu badawczego wyniosła 3, możemy z dużym prawdopodobieństwem wywnioskować, że badany zapach odbiega od normy” – komentuje Aurela.

Co za dużo…
Jakie wyniki przynoszą badania nad wpływem druku na nasze zdrowie? Naukowcy przyglądają się w szczególności farbom UV, które pozwalają na osiągnięcie w druku efektów specjalnych. Tusze tego typu bardzo często cechuje intensywny zapach, mimo że producenci stale dążą do zminimalizowania wonności substratów, opracowując nowe technologie ich wytwarzania. Silną woń mogą mieć także lakiery stosowane do uszlachetniania druku. Ponadto zapach, który czujemy, pochodzi często z żywic akrylowych, które stosowane są jako spoiwo dla farb wklęsłodrukowych. Dodatkowym źródłem zapachu może być również środek przyspieszający suszenie.
Badania dają jednak zaskakujący wynik: „Nieistotne jest, jak intensywnie pachnie użytek – sama woń nie stanowi dla nas kompletnie żadnego zagrożenia” – komentuje Aurela. – „Trzeba sobie jednak uświadomić, że znaczenie ma ilość. Każda substancja, nawet woda, może być szkodliwa, gdy przyjmuje się jej zbyt dużo”.
Badaczka uspokaja także, że najnowsze dyrektywy unijne dotyczące stosowania chemikaliów, REACH, przenoszą całą odpowiedzialność za ewentualne szkodliwe skutki wynikające z zastosowania środków chemicznych na ich producenta. Oznacza to, że wytwórcy zobowiązani są do badania stopnia szkodliwości swoich produktów i ograniczania ich potencjalnego negatywnego wpływu na zdrowie konsumenta. Ponadto, każdy środek chemiczny musi zostać opatrzony etykietą z listą szkodliwych substancji, które zawiera, co pozwala na kontrolę ich ilości w druku. Zatem, czytając ulubiony magazyn, możemy napawać się jego zapachem bez żadnego ryzyka. Jedyne, o czym trzeba pamiętać, to… umiar.

 

Foto 1: Lea Kurlin

„Papier i karton to jedyne produkty, na których można przeprowadzić kalibrowane testy sensoryczne“, wyjaśnia Birgit Aurela z organizacji badawczej KCL.

 

Foto 2: Lea Kurlin

Organizacja badawcza KCL testuje rodzaje farb, korzystając ze sporego parku maszyn drukujących. Naukowcy biorą pod lupę także druk inkjetowy.

« poprzedni   |   następny » « wróć

Komentarz miesiąca

Strzelić sobie w cyfrowe kolano…

Cyfrowa transformacja obejmuje również media drukowane i cyfrowe. Media drukowane, a w szczególności magazyny takie jak PRINT & PUBLISHING, żyją z dobrego contentu. Zatem alternatywą dla wersji drukowanej jest wersja cyfrowa lub on-line. Część budżetów z wersji drukowanych przenoszone jest do świata cyfrowych mediów. Jednak kompensacja obrotu jeden do jednego z druku do wersji cyfrowej jest na tą chwilę raczej nierealna. W obliczu tego, rzecz jasna, również i my, prasa drukowana, zmieniamy trend i uzupełniamy portfolio o cyfrowe narzędzia.

Reklama

Ankieta

Czy poligrafia ma już kryzys za sobą?

Jest zdecydowanie lepiej
Ciągle jest ciężko
Najgorsze jeszcze przed nami
W ogóle nie doświadczyliśmy kryzysu

Ogłoszenia

Stanowisko:
Region:
zobaczy wszystkie oferty