Kalendarium

25-29.09.2018 · Polagra-Tech

1.10.2018 · Art of Color

1-4.10.2018 · Taropak, Poznań

1-4.10.2018 · 4PrintWeek, Poznań

Najtrudniejsze mamy za sobą. Rozmowa z Krzysztofem Pindralem

Data publikacji: styczeń 2015

 

 

Intensywny program restrukturyzacji i optymalizacji kosztów przyniósł Heidelbergowi pierwsze zwycięstwo: nadwyżkę w wysokości około 4 mln za poprzedni rok finansowy. Niemiecki koncern czeka jednak jeszcze długa droga, w czasie której – tego możemy być pewni – firma przejdzie gruntowną zmianę. Echo trwającego procesu przebudowy dociera także do naszego kraju. To właśnie było głównym tematem naszej rozmowy z Prezesem Heidelberg Polska, Krzysztofem Pindralem.   

 

Rozmawiał: Jacek Golicz

 

PRINT & PUBLISHING: Z końcem marca Heidelberg zamknął rok finansowy z nadwyżką w wysokości około 4 mln euro. To oznacza, że po pięciu latach firma znów jest na plusie. W jaki sposób udało się to osiągnąć?

 

Krzysztof Pindral: To prawda, że rok finansowy 2013/2014 Heidelberg zamknął z zyskiem netto 4 mln euro, co może samo w sobie nie wydaje się wyjątkowym osiągnięciem, ale patrząc z perspektywy kilku lat, taki wynik cieszy. Pokazuje on, że podjęte działania w skali całego koncernu, które uważaliśmy za konieczne, przynoszą skutek. Co ważniejsze, zmiany, które zaszły, nie dotyczą tylko ubiegłego roku finansowego, ale będą pozytywnie wpływać na kondycję firmy w kolejnych latach. Patrząc na to, jak dynamicznie zmienia się nasza branża, a także w szerszym ujęciu – całe nasze otoczenie gospodarcze i polityczne, musieliśmy podjąć szereg działań, które pozwoliłyby nam generować zysk zamiast strat. Zrobiliśmy to także po to, aby pozostać w przyszłości innowacyjną firmą, będącą niezawodnym partnerem dla naszych klientów. Te działania dotyczyły strategicznej reorientacji w zakresie procesów, projektów i produktów. Nastąpiła dość skomplikowana optymalizacja obszaru finansów, restrukturyzacja kosztów, lepsze wykorzystanie zasobów i środków produkcji. Musieliśmy przeorganizować nasze struktury i główne obszary działalności biznesowej, aby współpraca i procesy decyzyjne wewnątrz koncernu odpowiadały obecnym wyzwaniom. Dotyczyło więc to również różnych grup pracowników, naszych zakładów produkcyjnych i reorganizacji portfolio, teraz i w perspektywie przyszłościowej. Do tego należy dodać szereg działań, które podjęliśmy z myślą o znalezieniu strategicznych partnerów, takich jak np. Ricoh, Fujifilm czy Neo7even, aby szybko zwiększyć nasz potencjał i odnosząc sukces, móc zapewnić sukces naszym klientom. 

 

P&P: W jaki sposób program oszczędnościowy wdrożony przez Heidelberga wpłynął na dział badań i rozwoju?

 

KP: Dział R&D i wszelkie jego aktywności oczywiście także były poddane krytycznej analizie, co wymusiło określone zmiany. Gdyby odnieść się do tego w liczbach bezwzględnych, to porównując ze sobą okres ostatnich pięciu lat, nakłady w tym obszarze nieznacznie się zmniejszyły – ze 121 mln euro w 2009 roku do 117 mln euro w zamkniętym roku finansowym. Gdyby to odnieść procentowo do wyników sprzedaży, jest to zmiana z 5,2 do 4,8 proc. Zmniejszyła się również liczba pracowników zatrudnionych w tym dziale z 1265 do 977 osób (2009-2014). To przy obecnym stanie zatrudnienia stanowi około 8 proc. wszystkich pracowników. Nie zmieniło to jednak faktu, że w ubiegłym roku zgłosiliśmy 77 patentów – niewiele mniej niż w czterech poprzednich latach – odpowiednio 80, 92, 96, 117. W chwili obecnej Heidelberg dysponuje około 4500 patentami w skali świata i nie zamierzamy zbaczać ze ścieżki firmy innowacyjnej. Podsumowując: w zakresie badań i rozwoju musieliśmy podjąć szereg decyzji, które nie były działaniami o charakterze stricte oszczędnościowym, ale raczej pozwoliły na wprowadzenie takich zmian, aby struktura działu i przeznaczane środki ukierunkowane były zgodnie z obecnymi i przyszłymi potrzebami koncernu. Priorytetem dla działu R&D są prace dotyczące dalszego zwiększania wydajności w zakresie maszyn offsetowych, rozszerzanie gamy oprogramowania, w tym rozwiązań w zakresie cross-mediów oraz systemów cyfrowych zintegrowanych z całością naszych rozwiązań. Także ekologii.

 

P&P: W jaki sposób polski oddział Heidelberga uczestniczył w procesie zmian, jakie zaszły w firmie w ciągu ostatnich kilku lat?

 

KP: Heidelberg Polska, jako część całego koncernu, podlega wszystkim zmianom, które dotyczą firmy. Nie chciałbym się powtarzać, więc powiem krótko, że musieliśmy poddać analizie wszystkie obszary funkcjonowania firmy i wspólnie z naszymi kolegami z centrali ustalić program działań. Wielkość firmy Heidelberg Polska jest dopasowana optymalnie do aktualnej wielkości sprzedaży nowych maszyn oraz, co ważniejsze, do właściwej populacji wszystkich zainstalowanych i serwisowanych przez nas maszyn i urządzeń. Nie było to łatwe, ale konieczne. Jak zawsze w takiej sytuacji, ważne jest, aby zmiany były odpowiednio komunikowane wewnątrz organizacji i były jasne dla każdego pracownika. Aby sam proces zmian nie był powodem stresu, ale motywował dzięki wskazaniu określonego celu, jakim jest nie tylko przetrwanie turbulentnych czasów, ale przede wszystkim utrzymanie konkurencyjności i dobrej pozycji firmy na kolejne lata. To jest jednak proces ciągły. Na chwilę obecną najtrudniejsze mamy chyba za sobą.

 

P&P: Jak obecnie radzi sobie na rodzimym rynku poligraficznym Heidelberg Polska? Jakie są prognozy na najbliższą przyszłość?

 

KP: Ostatni rok zakończyliśmy z bardzo dobrym wynikiem w stosunku do założonych celów. Wszystko dzięki bardzo precyzyjnemu planowaniu operacyjnemu i pochylaniem się nad każdym kontraktem, maszyną, działaniem serwisowym oraz dyscyplinie finansowej. Ponieważ nasze portfolio produktów jest bardzo szerokie, nie w każdym obszarze jest tak samo. Jestem jednak zadowolony z faktu, że udaje się nam utrzymywać silną pozycję w nadal kluczowym dla nas segmencie maszyn offsetowych, maszyn introligatorskich do produkcji opakowań czy też maszyn wąskowstęgowych. Co ważne, konsekwentnie rozwijamy portfolio usług serwisowych (które w przypadku Heidelberga jest w wielu przypadkach zupełnie innym światem niż w przypadku naszej konkurencji) oraz ofertę i sprzedaż materiałów eksploatacyjnych, takich jak farby, lakiery, chemia, płyty, wałki itp., które odpowiednio certyfikujemy i oznaczamy naszym znakiem handlowym Saphira. Jak wszyscy funkcjonujemy w coraz trudniejszym otoczeniu konkurencyjnym, ale naprawdę nie jest źle. Co do prognoz, to w związku z tym, co dzieje się za naszą wschodnią granicą, łatwiej byłoby mówić o założonych planach sprzedażowych i o tym, co chciałoby się osiągnąć w obecnym czy przyszłym roku finansowym. Oby wszystko skończyło się jak najlepiej, ale wszyscy zdajemy sobie sprawę, że w skrajnej sytuacji może być mało ciekawie i wtedy trudno będzie mówić spokojnie o prognozach dla firmy.

 

P&P: Maszyna drukująca Speedmaster XL 75 Anicolor, system introligatorski Polar Pace i program standaryzacji druku Pan4C – to premierowe wdrożenia w Polsce z ostatnich miesięcy. W którym sektorze portfolio Heidelberg Polska widać obecnie największą dynamikę sprzedaży?

 

KP: W ostatnim roku rzeczywiście udało się nam sfinalizować kilka ciekawych wdrożeń i instalacji. Oczywiście cieszymy się z pierwszej w Polsce i jednej z pierwszych w Europie maszyny XL 75 Anicolor. Rozbudowany, zautomatyzowany system krojenia Polar w warszawskiej drukarni Perfekt S.A. też jest powodem do dumy. Jest wiele innych instalacji, które można by było tutaj wymieniać. Tak jak wspomniałem wcześniej, bardzo dobrze rozwija się sprzedaż maszyn do produkcji opakowań, maszyn wąskowstęgowych, materiałów eksploatacyjnych i usług serwisowych, rozumianych jako rozbudowane pakiety i programy serwisowe. Po wielu latach intensywnej pracy i zdobywania doświadczenia wspólnie z naszymi klientami, możemy także mówić o wyraźnym postępie w zakresie wdrożeń zintegrowanych systemów zarządzania produkcją Prinect. Cieszę się z tego faktu, bo to niełatwe i trudne zadanie w praktyce, ale niezwykle satysfakcjonujące, gdy widzi się tego efekty.

 

P&P: Dziękuję bardzo za rozmowę.

Komentarz miesiąca

Strzelić sobie w cyfrowe kolano…

Cyfrowa transformacja obejmuje również media drukowane i cyfrowe. Media drukowane, a w szczególności magazyny takie jak PRINT & PUBLISHING, żyją z dobrego contentu. Zatem alternatywą dla wersji drukowanej jest wersja cyfrowa lub on-line. Część budżetów z wersji drukowanych przenoszone jest do świata cyfrowych mediów. Jednak kompensacja obrotu jeden do jednego z druku do wersji cyfrowej jest na tą chwilę raczej nierealna. W obliczu tego, rzecz jasna, również i my, prasa drukowana, zmieniamy trend i uzupełniamy portfolio o cyfrowe narzędzia.

Reklama

Ankieta

Czy poligrafia ma już kryzys za sobą?

Jest zdecydowanie lepiej
Ciągle jest ciężko
Najgorsze jeszcze przed nami
W ogóle nie doświadczyliśmy kryzysu

Ogłoszenia

Stanowisko:
Region:
zobaczy wszystkie oferty