Kalendarium

18-21.05.2017 · Targi Książki

25-28.09.2017 · Labelexpo Europe

25-28.09.2017 · Pakfood

10-12.10.2017 · World Publishing Expo

18-20.11.2017 · Viscom Düsseldorf

Rozmowa z Krzysztofem Raczkowskim.

Data publikacji: lipiec 2012

Z Poznania do Żar jedzie się prawie trzy godziny. Nawigacja prowadzi nas aż na rogatki tego niespełna 40-tysięcznego miasta, gdzie znajduje się Chroma – nowoczesna drukarnia internetowa. Korzystne położenie w pasie przygranicznym – do Berlina jest stąd przecież zaledwie 200 km, a do granicy polsko-niemieckiej jedynie 15 km – to atut dla przedsiębiorczych. Drukarnię Chroma odnajdujemy bez problemu – nowoczesny, wielki budynek widać już z daleka. Wita nas właściciel, Krzysztof Raczkowski, i od razu prowadzi nas do swojego gabinetu, gdzie opowie o swojej recepcie na udany biznes.

 

Tekst: Izabela E. Kwiatkowska i Jacek Golicz

 

Niespełna dwa miesiące wcześniej Krzysztof Raczkowski podpisał kontrakt na dostawę pierwszej w Polsce maszyny drukującej z technologią H-UV. Chodzi o innowacyjne, niskoenergetyczne utrwalanie farb UV, które zastosowano w maszynach japońskiego koncernu Komori. Chroma dobrze zna tego producenta – za pośrednictwem jego polskiego dystrybutora, firmy Reprograf, kupiła w ciągu sześciu lat aż cztery maszyny drukujące w formacie B1.

 
Wielki wybuch
 

Trzy z pięciu zainstalowanych w Chromie maszyn offsetowych Komori. Drukarnia zaczynała od maszyny Romayor, potem pracowała na używanych systemach Roland, a w końcu wyposażyła swój park maszynowy w wydajne, nowoczesne urządzenia marki Komori, na których dzisiaj realizowana jest cała produkcja offsetowa Chromy. Właściciel drukarni zapewnia, że zakup piątej maszyny offsetowej to nie koniec inwestycji.

Trudno uwierzyć, że to wszystko zaczęło się przypadkiem, dawno temu, w latach 90. zeszłego wieku. Krzysztof Raczkowski wspomina, że mógł robić cokolwiek, ale wybrał sitodruk. Brak technicznego przygotowania rekompensował zapałem do pracy, chęcią uczenia się i smykałką do biznesu. I oczywiście intuicją, która – jak pokazuje historia rozwoju Chromy – jeszcze nigdy go nie zawiodła. Raczkowski zaczynał od maszyny drukującej Romayor, potem przyszedł czas na trzy maszyny offsetowe Roland (dwie półformatowe i jedną pełnoformatową). Punktem zwrotnym była decyzja o zakupie pierwszej naświetlarki CtP marki Screen, dostarczonej przez Reprograf. CtP było wówczas w Polsce czymś zupełnie nowym. Półformatowe urządzenie, zainstalowane w 2004 roku, przyciągnęło wielu klientów, tworząc podwaliny pod kolejne inwestycje. Dziś w Chromie pracują trzy naświetlarki Screen w formacie B1, każda w pełni automatyczna. Do tego pięć  maszyn offsetowych w formacie B1 firmy  Komori , dwa plotery Mimaki o szerokości 3 m i 1,6 m oraz dobrze wyposażona introligatornia.  Firma Raczkowskiego wyrosła na największą w Polsce drukarnię internetową. Obecnie Chroma to ponad 8 tys. m2 powierzchni produkcyjnej, 150pracowników i nowoczesny park maszynowy. Trzy lata temu uruchomiono system Chroma Online, ruszyła sprzedaż usług druku przez Internet. Dopiero kiełkująca wówczas w Polsce koncepcja web-to-print stała się podstawą działania żarskiej drukarni. Krzysztof Raczkowski nie wyobraża sobie dziś funkcjonowania firmy bez zamówień internetowych, które stanowią około 70 proc. wszystkich zleceń Chromy. Od momentu wprowadzenia web-to-print obroty drukarni rosną o 20 proc. rocznie.

 
Biały kruk
 

W przygotowalni króluje naświetlarka CtP marki Screen, której instalacja w 2004 roku była dla drukarni Chroma prawdziwym skokiem technologicznym. Dziś nie można sobie wyobrazić dobrze prosperującej drukarni bez tej technologii naświetlania. Jak wspomina Krzysztof Raczkowski, instalacja CtP była silnym impulsem do rozwoju Chromy.

Najnowszy zakup Chromy – maszyna offsetowa Komori G-840P H-UV – to pierwsze urządzenie w parku maszynowym żarskiej drukarni posiadające funkcję druku dwustronnego w jednym przejściu. Taka opcja pozwala na obróbkę introligatorską bezpośrednio po zakończeniu druku. System jest w pełni zautomatyzowany i posiada system niskoenergetycznego utrwalania farb UV. To innowacyjna technologia  H-UV, która bazuje m.in. na zastosowaniu pojedynczej lampy UV dla każdej strony arkusza. Maszyna zakupiona przez drukarnię Chroma jest pierwszą w Polsce z takim typem utrwalania. Co więcej, urządzenie nie wymaga stosowania lakierownia dyspersyjnego ani prószenia, które jest zmorą każdego drukarza. Jego niekwestionowaną zaletą jest zaawansowana automatyka z inspekcją druku przy pomocy kamer. Według producenta, szybkie narządzanie pozwoli drukarni na realizację do siedmiu zleceń w ciągu godziny. Koncepcja, którą Komori określa mianem „offsetu na żądanie” ma zapewnić opłacalność druku nawet bardzo niskich nakładów. Maszyna Komori G-840P to konfiguracja ośmiokolorowa, która może drukować z maksymalną prędkością 15 tys. ark./godz. Urządzenie jest przystosowane do druku na arkuszach o formacie od 360 x 520 mm do 720 x 1030 mm. Maksymalna powierzchnia zadruku wynosi 710 x 1020 mm w trybie jednostronnym i 700 x 1020 mm w trybie dwustronnym. W maszynie moża stosować formy drukowe o wymiarach 800 x 1030 mm.  

 

PRINT & PUBLISHING: Panie Krzysztofie, kupując maszynę Komori, kolejny raz zdecydował  się Pan na technologię, której nikt w Polsce jeszcze nie wypróbował. Skąd w Panu ten pionierski duch?

 

Drukarnia zaczynała od maszyny Romayor, potem pracowała na używanych systemach Roland, a w końcu wyposażyła swój park maszynowy w wydajne, nowoczesne urządzenia marki Komori, na których dzisiaj realizowana jest cała produkcja offsetowa Chromy. Właściciel drukarni zapewnia, że zakup piątej maszyny offsetowej to nie koniec inwestycji.

Krzysztof Raczkowski: Oferta rynku poligraficznego jest bardzo duża, ciągle pojawiają się nowości, ale urządzenia, które producenci nazywają „innowacyjnymi” są w zasadzie podobne do swoich poprzedników, nieznacznie ulepszone. Raz na jakiś czas trafia się w poligrafii technologia zupełnie nowa, rzeczywiście przełomowa. Wtedy chętnie inwestuję, może bardziej intuicyjnie, choć oczywiście biorę pod uwagę względy finansowe. Decydując się na zakup nowej technologii, podejmuję spore ryzyko, nie mam przecież gwarancji, że maszyna się sprawdzi.

 
P&P: Bierze Pan przykład z konkurencji?
 

K.R.: Dużo podróżuję i odwiedzam dobrze prosperujące drukarnie w innych krajach, w których poszukuję potrzebnych informacji. Tamtejsi drukarze chętnie dzielą się ze mną swoją wiedzą i doświadczeniem, ponieważ zdają sobie sprawę, że nie jestem dla nich bezpośrednią konkurencją.

 

P&P: A jaka jest Pańska recepta na sukces, o ile to nie żaden sekret?

 

K.R.: Ktoś kiedyś powiedział, że „firmę trzeba prowadzić tak, jakby jutro miała upaść”. Staram się maksymalnie koncentrować na funkcjonowaniu drukarni. Nie jestem zdania, że skoro dziś jest dobrze, to będzie tak zawsze. Wciąż poszukuję nowych możliwości, które wyróżnią naszą ofertę.

 Decyzje o inwestycjach podejmuję bardzo szybko – mam pomysł i muszę go zrealizować. Czasem mam wrażenie, że dostawcy za mną nie nadążają! Mam świetny zespół – ludzi, którzy wcielają w życie najśmielsze plany, czuwają nad promocją, pozycjonowaniem, analizą sprzedaży. Oczywiście wszystko w oparciu o Internet. Nie muszę wysyłać handlowców w teren, bo sprzedaż online świetnie się sprawdza. 

 

P&P: W dzisiejszych realiach chyba ciężko o specjalistów?

 

K.R.: Zgadza się, trudno jest znaleźć dobrze wyszkolonych operatorów maszyn. Próbowałem sprowadzać pracowników z kraju, ale ten model się nie sprawdził. Zatrudniamy lokalnych mieszkańców, których szkolimy od zera. Taki system idealnie funkcjonuje przy tempie inwestycji, jakie sobie narzuciliśmy. Znalazłem też dobry sposób na usprawnienie pracy i jednoczesne zmniejszenie ilości odpadów produkcyjnych. Codziennie sprawdzamy zużycie materiałów i prowadzimy dokładne statystyki – tworzymy zestawienia dla każdej maszyny i każdego pracownika. Od momentu wprowadzenia tego systemu zużycie materiałów znacznie spadło!

 

P&P: Wspomniał Pan o szybkim tempie inwestycji, więc od razu nasuwa się pytanie: co dalej? Może druk cyfrowy?

 

K.R.: Żeby utrzymać się na rynku, trzeba być agresywnym...

 
P&P: A Pan jest?
 

K.R.: Na pewno działam szybko. Jeśli technologia H-UV, czyli tzw. miękkie UV się sprawdzi, będziemy dalej inwestować w tym kierunku. Co do druku cyfrowego, jest to dla nas zbyt droga technologia. Nie odpowiada mi przede wszystkim stosunek ceny do jakości, a system rozliczania jest wręcz zabójczy dla drukarzy. Mam tu na myśli tzw. opłatę za klik, która moim zdaniem hamuje amortyzację inwestycji w maszynę cyfrową.

 

P&P: Pozostaje nam życzyć Panu kolejnych udanych inwestycji i oby intuicja nigdy Pana nie zawiodła!

 

« poprzedni   |   następny » « wróć

Komentarz miesiąca

Kodak stawia na inkjet

Kodak stawia na inkjet

Kodak podjął strategiczną decyzję pozostania w biznesie inkjetowym i niesprzedawania jednak tego działu. Decyzja zapadła po szczegółowej analizie modelu biznesowego w strukturach firmy i po rozmowach z potencjalnymi kupcami. „Biznes maszyn Prosper wzrósł o 40 procent dzięki sprzedaży materiałów eksploatacyjnych, co wzmocniło biznes inkjetowy, a to wpłynęło na podjęcie decyzji”, mówi Jeff Clarke, chief executive officer z Kodaka.

Reklama

Ankieta

Czy poligrafia ma już kryzys za sobą?

Jest zdecydowanie lepiej
Ciągle jest ciężko
Najgorsze jeszcze przed nami
W ogóle nie doświadczyliśmy kryzysu

Ogłoszenia

Stanowisko:
Region:
zobaczy wszystkie oferty